Park, który pamięta burze. O rewitalizacji Parku Miejskiego w Gnieźnie i zielonej odpowiedzi na zmiany klimatu

Są miejsca w mieście, które trudno zamknąć w prostych definicjach. Park jest jednym z nich. Dla jednych to przestrzeń spacerów, dla innych miejsce odpoczynku po pracy, trasa do szkoły czy punkt spotkań. Dzieci widzą w nim przygodę, seniorzy – spokojną codzienność, a biegacze i rowerzyści – dogodne trasy do trenowania. Ale współczesny park miejski jest czymś znacznie więcej niż tylko zieloną wyspą pomiędzy ulicami i budynkami. W dobie zmian klimatu staje się infrastrukturą krytyczną miasta – jego naturalnym systemem obronnym.

Taką rolę od ponad dwóch wieków pełni Park Miejski im. Władysława Andersa w Gnieźnie. Jego historia rozpoczęła się w 1798 roku, kiedy na terenie dawnego ogrodu pojezuickiego założono miejski zieleniec. Dziś, zajmując powierzchnię ponad 15 hektarów, jest największym terenem zielonym w mieście i jego prawdziwymi „zielonymi płucami”. Położony pomiędzy Starym Miastem a linią kolejową, strefą przemysłową i ruchliwymi arteriami komunikacyjnymi, przez lata stał się czymś więcej niż miejscem rekreacji. To naturalna bariera chroniąca mieszkańców przed hałasem, pyłami i zanieczyszczeniami, schronienie dla zwierząt oraz dom dla wielu gatunków roślin.

Nawet najstarsze drzewa nie są odporne na siłę natury.

W sierpniu 2017 roku przez Gniezno przeszła gwałtowna nawałnica, która pozostawiła po sobie krajobraz przypominający pobojowisko. Ponad 80 drzew zostało powalonych, a około 2200 uszkodzonych. Pochylone pnie, naderwane korzenie, połamane korony – obraz, który mieszkańcy pamiętają do dziś. Dla wielu osób był to pierwszy tak wyraźny sygnał, że ekstremalne zjawiska pogodowe przestają być odległą wizją naukowców i stają się elementem codzienności.

– Niestety, był to dopiero początek problemów. W maju 2024 roku kolejna nawałnica – tym razem połączona z intensywnymi opadami deszczu i śniegu – doprowadziła do licznych podtopień. Północna część parku przez ponad trzy tygodnie znajdowała się pod wodą. Gleba pozbawiona dostępu do tlenu zaczęła wpływać na kondycję drzew. Wywroty kolejnych egzemplarzy odsłoniły przegniłe systemy korzeniowe i uwidoczniły skalę problemu – mówi prezydent Gniezna Michał Powałowski.

To właśnie wtedy stało się jasne, że nie chodzi już wyłącznie o estetykę czy odświeżenie przestrzeni. Park potrzebuje leczenia.

Diagnoza i plan działania

Przeprowadzona inwentaryzacja dendrologiczna i przyrodnicza wykazała, że stan drzewostanu znacząco się pogorszył.  – Spośród niemal trzech tysięcy zinwentaryzowanych drzew i krzewów część stanowiły gatunki obcego pochodzenia, które nie wspierają lokalnych ekosystemów w takim stopniu jak rodzime gatunki. Eksperci ostrzegli również przed ryzykiem powstania monokultury – sytuacji, w której dominacja kilku gatunków osłabia odporność całego środowiska – relacjonuje Małgorzata Kania Kierownik Zakładu Zieleni Miejskiej w Gnieźnie.

A słaby ekosystem jest jak organizm z obniżoną odpornością – szybciej poddaje się kolejnym zagrożeniom. Dlatego planowana rewitalizacja Parku Miejskiego nie jest zwykłym remontem. Nie polega jedynie na wymianie ławek czy położeniu nowych alejek. To działanie znacznie szersze – element mitygacji i adaptacji do zmian klimatycznych.

Mitygacja zmian klimatu brzmi jak pojęcie z raportów naukowych, ale w praktyce oznacza działania ograniczające negatywne skutki globalnego ocieplenia. Czasem są to wielkie inwestycje energetyczne, a czasem bardzo konkretne działania realizowane tuż obok nas – sadzenie drzew, zwiększanie retencji wody czy ochrona bioróżnorodności. I właśnie takie rozwiązania pojawią się w gnieźnieńskim parku.

Rewitalizacja ze szwajcarską dokładnością

Dzięki środkom pozyskanym przez miasto w ramach Polsko-Szwajcarskiego Programu Rozwoju Miast w gnieźnieńskim parku powstaną ogrody deszczowe oraz przepuszczalne nawierzchnie, które pozwolą zatrzymać wodę opadową zamiast kierować ją bezpośrednio do kanalizacji. Zwiększy się liczba drzew, krzewów i roślin szczególnie cennych dla zapylaczy, a zwiększona bioróżnorodność wzmocni odporność roślinności. Pojawią się budki lęgowe dla ptaków, schronienia dla owadów i nietoperzy, a także nowe siedliska wspierające lokalną faunę.

To nie są ozdobniki ani modny ekologiczny dodatek. Każde drzewo magazynuje dwutlenek węgla, filtruje pyły i obniża temperaturę otoczenia. Każdy dodatkowy metr zieleni pomaga walczyć z miejską wyspą ciepła. Każdy zatrzymany litr deszczówki zmniejsza ryzyko podtopień i poprawia gospodarkę wodną miasta.

Ważny jest również społeczny wymiar całego przedsięwzięcia. Pojawią się udogodnienia komunikacyjne oraz zlikwidowane zostaną bariery architektoniczne, które poprawią dostępność parku dla wszystkich odwiedzających. W projekcie przewidziano ścieżki edukacyjne, ogród społeczny i działania angażujące mieszkańców. To istotne, bo współczesna ochrona środowiska nie zaczyna się od wielkich konferencji klimatycznych – zaczyna się od świadomości ludzi.

W ostatnich latach zmieniło się spojrzenie na funkcjonowanie przestrzeni miejskich w całej Polsce. Także w Gnieźnie dyskusja o roli zieleni, retencji wody i przeciwdziałaniu zjawisku miejskiej wyspy ciepła stała się bardziej widoczna, między innymi za sprawą głośnego happeningu, który odbił się szerokim echem w mediach. Dziś wiedza i doświadczenia zdobyte w tym czasie przekładają się na konkretne działania poprawiające jakość życia mieszkańców.

Dziś walka z konsekwencjami zmian klimatu w miastach oznacza mądrzejsze projektowanie przestrzeni. Park Miejski w Gnieźnie przez ponad dwa stulecia obserwował rozwój miasta. Widział zmieniające się pokolenia, przemiany urbanistyczne i historyczne wydarzenia. Przetrwał wiele, ale burze ostatnich lat przypomniały, że nawet przyroda potrzebuje wsparcia. Być może właśnie dlatego rewitalizacja tego miejsca nie jest wyłącznie inwestycją w park. Jest inwestycją w odporność miasta. A być może także w spokojniejszą przyszłość jego mieszkańców.

Jakub Jackowski

Podziel się swoją opinią